
Są miejsca, które zachwycają od pierwszego spojrzenia. Są też takie, których piękno odkrywa się dopiero wtedy, gdy pozna się ich historię. Kościół i klasztor franciszkanów w Brzezinach zdecydowanie należą do tej drugiej kategorii. Z zewnątrz – spokojna, barokowa świątynia i otaczające ją klasztorne mury. W środku – niemal cztery stulecia historii miasta, zapisane w architekturze, detalach, wspomnieniach i opowieściach kolejnych pokoleń.

To miejsce przetrwało naprawdę wiele. Zostało ufundowane w XVII wieku, przeżyło czasy zaborów i kasatę klasztoru, było świadkiem represji po powstaniu styczniowym, a jego mury przez pewien czas służyły nawet jako siedziba carskich urzędów i cerkiew. Podczas II wojny światowej zakonnicy zostali wysiedleni, a świątynię zamieniono na magazyn. W styczniu 1945 roku cały zespół został podpalony i niemal doszczętnie zniszczony.
I właśnie wtedy rozpoczął się kolejny, niezwykle ważny rozdział tej historii.
Bo kościół i klasztor nie pozostały ruiną. Powrócili franciszkanie, a wraz z nimi mieszkańcy Brzezin, którzy postanowili zrobić wszystko, aby ocalić miejsce tak mocno związane z historią ich miasta. Rozpoczęła się odbudowa, która trwała przez kolejne lata i dzięki której dziś możemy oglądać zabytkowy zespół przy ulicy Reformackiej. To opowieść nie tylko o zabytku. To opowieść o ludziach, którzy przez cztery stulecia nie pozwolili, by to miejsce przestało istnieć.

Początek historii – fundacyjny krzyż i pierwsi franciszkanie
Historia franciszkanów w Brzezinach rozpoczęła się w 1627 roku. To właśnie wtedy reformaci z Prowincji Wielkopolskiej pw. św. Antoniego przyjęli nową fundację. Do miasta sprowadził ich Kacper Lasocki, współwłaściciel Brzezin, który zakupił od mieszczan plac położony na „końcu miasta” i tymczasowo osadził zakonników w prywatnych domach.18 lutego 1627 roku w miejscu, gdzie stoi dziś kościół, uroczyście postawiono krzyż fundacyjny. Był to symboliczny początek historii klasztoru, który przez kolejne stulecia miał stać się jednym z charakterystycznych punktów Brzezin. Według tradycji Kacper Lasocki zamierzał ufundować klasztor jako pokutę za swoich przodków, którzy sprzyjali reformacji. Ostatecznie pierwszy drewniany klasztor powstał po śmierci fundatora. Jego fundatorem był Adam Wężyk, natomiast drewniany kościół ufundował Marcin Wielkowski. Świątynię konsekrowano 28 sierpnia 1639 roku. Dlaczego właśnie tutaj pojawili się franciszkanie? Kontekst ówczesnych Brzezin był szczególny – w mieście i jego okolicach żyli przedstawiciele różnych wyznań. Obecność zakonników miała więc również wymiar duszpasterski i ewangelizacyjny.
Jak opowiada ojciec Benedykt Kordula, franciszkanin z Prowincji Matki Bożej Anielskiej i przełożony brzezińskiego klasztoru:
- Początki tego klasztoru sięgają 1627 roku, kiedy Kacper Lasocki ufundował tutaj cały zespół – kościół i klasztor. To miejsce powstało także dlatego, że w okolicach Brzezin żyli ludzie różnych wyznań i sprowadzenie zakonników miało służyć krzewieniu wiary wśród miejscowej ludności. Przez niemal cztery stulecia historia tego miejsca była jednak bardzo burzliwa. Pierwszy kościół i klasztor były drewniane, a kiedy tamte zabudowania uległy zniszczeniu, powstała obecna, murowana świątynia, konsekrowana w 1700 roku. Później przyszedł czas powstania styczniowego, kasaty klasztoru i wypędzenia zakonników za pomoc powstańcom. Kościół został wówczas zamieniony na cerkiew, a w klasztorze znalazły się pomieszczenia starostwa i władz carskich. Franciszkanie wrócili tutaj dopiero po odzyskaniu niepodległości. To pokazuje, jak wiele ten klasztor przeszedł i jak mocno jego historia związana jest z historią samych Brzezin.

Barokowa świątynia z 1700 roku
Pierwszy drewniany kościół nie przetrwał. Na jego miejscu powstała obecna, murowana świątynia. Jej budowę prowadzono staraniem Adama Lasockiego i jego żony Teofili. Kościół ukończono i konsekrowano 28 sierpnia 1700 roku. Kilka lat później rozpoczęto budowę murowanego klasztoru, a w 1736 roku całe zabudowania otoczono murem.
Kościół pw. św. Franciszka z Asyżu jest przykładem barokowej architektury reformatów. Jego forma podporządkowana została duchowości zakonu – jest stosunkowo skromna, harmonijna i pozbawiona zbędnego przepychu. Jednonawowa świątynia wraz z klasztorem, wirydarzem, dzwonnicą, ogrodem i cmentarzem przyklasztornym tworzy historyczny zespół, którego poszczególne elementy opowiadają o dawnym życiu franciszkańskiej wspólnoty.

W XVIII wieku kościół zyskał również wyjątkowo cenne wyposażenie. W latach 1755–1763 wykonano jednolity wystrój wnętrza, którego autorem był snycerz Józef Eglauner. Warto przy tym patrzeć na świątynię nie tylko jak na całość. Historia ukrywa się również w szczegółach. Jednym z nich są rzeźbione drzwi w klasztorze, pochodzące z XVIII wieku. Na fotografiach wykonanych jeszcze przed wojną można zobaczyć ich charakterystyczną snycerską dekorację. Takie detale przypominają, że zabytek to nie tylko wielka architektura. To także ślady pracy dawnych rzemieślników, przedmioty, które przetrwały kolejne pokolenia, i drobne elementy, obok których łatwo przejść obojętnie.
Kiedy klasztor przestał być klasztorem
Przez kolejne dziesięciolecia franciszkański zespół funkcjonował jako miejsce modlitwy, pracy i życia zakonników. Wszystko zmieniło się w XIX wieku. W 1864 roku, po powstaniu styczniowym, klasztor został zamknięty. Zakonników oskarżano o pomoc powstańcom i usunięto z Brzezin. Kościół pozostał pod opieką kapłana diecezjalnego, natomiast zabudowania klasztorne otrzymały nowe funkcje. W części pomieszczeń znalazły się urzędy starostwa, a kilka cel na piętrze przekształcono w cerkiew. Był to jeden z najbardziej niezwykłych momentów w historii tego miejsca. Klasztorne mury, które przez ponad dwa stulecia służyły franciszkanom, zostały podporządkowane władzom carskim. Franciszkanie odzyskali kościół i klasztor w 1921 roku. Do Brzezin powrócili zakonnicy Prowincji Matki Bożej Anielskiej, a w 1928 roku przeprowadzili prace remontowe. Wydawało się, że po latach zaborów miejsce odzyskało spokój. Nie na długo.
Najtragiczniejszy rozdział – wojna i pożar
II wojna światowa przyniosła klasztorowi kolejną tragedię. W 1941 roku niemieckie władze okupacyjne usunęły franciszkanów. Kościół i klasztor zostały zamienione na magazyny, w których przechowywano między innymi ubrania i amunicję. W styczniu 1945 roku, gdy wojska niemieckie wycofywały się z Brzezin, zabytkowy zespół został podpalony. Oficjalna historia klasztoru i źródła franciszkańskie wskazują datę 19 stycznia, natomiast dokumentacja konserwatorska podaje 18 stycznia. Niezależnie od tej rozbieżności, skutek był tragiczny – wnętrze kościoła wypaliło się, zniszczony został dach, a klasztor uległ poważnym zniszczeniom. Dla zabytku, który przetrwał ponad trzy stulecia, był to moment graniczny. Mogło się wydawać, że jego historia dobiegła końca. Stało się jednak coś zupełnie innego.
„Została tylko kupa gruzu”
Po zakończeniu działań wojennych franciszkanie wrócili do Brzezin. Ich pierwszy widok na klasztor musiał być wstrząsający.
Ojciec Benedykt Kordula opowiada historię, która do dziś pokazuje, jak wielka była skala zniszczeń – i jak silna była determinacja, żeby klasztor odzyskać:
- Najbardziej tragicznym okresem była II wojna światowa. Niemcy wysiedlili zakonników, a kościół zamienili na magazyn ubrań i amunicji. 19 stycznia 1945 roku wycofujące się wojska niemieckie podpaliły cały obiekt i klasztor został doszczętnie spalony. Kiedy po wojnie zakonnicy przyjechali tutaj z Krakowa, zobaczyli właściwie tylko kupę gruzu. Przyjechali późnym popołudniem pociągiem do Koluszek, przyszli do Brzezin i nie mieli już do czego wracać. Przenocowali więc na tej kupie gruzu. Kiedy mieszkańcy dowiedzieli się, że franciszkanie powrócili, zobowiązali się, że zrobią wszystko, aby klasztor doprowadzić do stanu używalności. I rzeczywiście - już dwa lata później, w 1947 roku, dach był częściowo zabezpieczony. To jest dla mnie niezwykle ważna część historii tego miejsca, bo pokazuje, że klasztor przetrwał nie tylko dzięki zakonnikom, ale również dzięki mieszkańcom Brzezin. To oni nie pozwolili, żeby po wojnie pozostały tutaj tylko ruiny.
Ta opowieść ma także swoje potwierdzenie w dokumentach. Już 10 czerwca 1945 roku gwardian o. Robert Madejski zwołał w sali Ochotniczej Straży Pożarnej zebranie organizacyjne poświęcone powołaniu Komitetu Odbudowy Klasztoru. Odbudowa nie była więc odległym planem – zaczęła się praktycznie od razu.
Brzeziny odbudowują swoje dziedzictwo
W latach 1947–1952 kościół i klasztor odbudowywano i zabezpieczano. Stare fotografie z 1947 roku pokazują skalę prac – zabudowania nadal nosiły ślady wojennego zniszczenia, ale dach był już zabezpieczany, a mury ponownie otrzymywały szansę na przetrwanie. W latach 50. miejscowi stolarze wykonali nową snycerkę ołtarzową i nowe ołtarze. Stopniowo odtwarzano wnętrze świątyni i przywracano jej funkcję sakralną. Co ciekawe, odbudowa przyniosła również przedmioty z innego, nieistniejącego już dziś miejsca. Do franciszkańskiego kościoła trafiły organy i ławki z opuszczonego kościoła ewangelicko-luterańskiego w Brzezinach. W ten sposób do jednej świątyni trafiły fragmenty historii dwóch brzezińskich wspólnot religijnych. To jeden z tych szczegółów, które pokazują, jak bardzo historia zabytków potrafi się ze sobą splatać.
Odbudowa trwała przez dziesięciolecia
Powojenna odbudowa nie była jednorazowym przedsięwzięciem. Kościół i klasztor przywracano do życia stopniowo, przez kolejne dziesięciolecia. W 1977 roku drewniane okna kościoła zastąpiono witrażami według projektu artysty Wiktora Ostrzołka. W latach 90. odnowiono kościół, a część wschodniego skrzydła klasztoru zaadaptowano na salę teatralno-kinową „Pokój i Dobro”. W 2004 roku powstał amfiteatr im. Jana Pawła II, wykorzystywany zarówno do celów duszpasterskich, jak i widowiskowych. Na przełomie 2008 i 2009 roku zakończono również restaurację ołtarza głównego, prowadzoną według przedwojennych planów. Była to kolejna próba przywrócenia świątyni części utraconego podczas wojny dziedzictwa. 30 listopada 2008 roku przy klasztorze erygowano parafię pw. św. Franciszka z Asyżu. Tym samym franciszkański zespół nie jest dziś wyłącznie zabytkiem – jest miejscem, w którym nadal toczy się codzienne życie religijne.

Cztery wieki murów i problem, którego nie widać od razu
Zabytkowe mury mają swoją cenę. Przez stulecia muszą znosić zmiany temperatur, wilgoć i działanie czasu. W przypadku brzezińskiego klasztoru jednym z najpoważniejszych problemów stała się właśnie wilgoć. Od około 2019 roku wznowiono intensywniejsze prace remontowe. W 2020 roku przygotowano dokumentację dotyczącą między innymi izolacji fundamentów i prac przy dachu. Kolejne etapy koncentrowały się na zabezpieczeniu murów i ograniczeniu przenikania wody. Skala problemu jest ogromna - klasztorne mury mają około 140 centymetrów grubości. Podczas badań konserwatorskich okazało się również, jak niezwykle twarda jest historyczna cegła. W trakcie wykonywania odwiertów doszło nawet do uszkodzenia kilku wierteł. Dzisiaj efekty prac są już widoczne. Wilgoć została w dużej mierze ograniczona, a wraz z nią zniknął charakterystyczny zapach stęchlizny. I właśnie tutaj pojawia się jedna z najbardziej sympatycznych anegdot ojca Benedykta. Dawniej wierni żartowali, że żona nie musiała pytać męża, czy był u franciszkanów. Wystarczyło powąchać jego płaszcz lub kurtkę. Jeśli pachniało wilgocią, odpowiedź była oczywista. Dziś ten żart powoli przechodzi do historii, bo wraz z kolejnymi pracami problem wilgoci jest coraz mniejszy.
Nie tylko zabytek – miejsce, które nadal żyje
W przypadku tak wiekowego zespołu łatwo byłoby patrzeć przede wszystkim na jego wartość historyczną. Tymczasem dla mieszkańców Brzezin kościół i klasztor franciszkanów mają znaczenie znacznie bardziej codzienne. Ludzie przychodzą tutaj na modlitwę, uczestniczą w Eucharystii i nabożeństwach, zatrzymują się choćby na chwilę refleksji. Kościół pozostaje ważnym punktem lokalnego życia.
Jak mówi ojciec Benedykt:
- Remonty tego klasztoru właściwie nigdy się nie kończą. To jest budynek, który ma cztery wieki, więc wymaga ciągłej troski. Od kilku lat szczególnie koncentrujemy się na izolacji murów, ponieważ wilgoć powodowała ogromne problemy. Grubość murów sięga około 140 centymetrów, więc zanim założona izolacja zacznie działać w pełni, potrzeba czasu. Mamy za sobą kolejne etapy prac i widzimy już ich efekty. Ale dla nas równie ważne jak ratowanie samych murów jest to, że ten kościół nadal żyje. Ludzie przychodzą tutaj w ciągu dnia na modlitwę, na chwilę refleksji, uczestniczą w Eucharystii i nabożeństwach. Można powiedzieć, że najlepszym świadectwem tego, czy takie miejsce jest potrzebne, są właśnie wierni. Jeśli przychodzą, jeśli wracają, jeśli chcą tutaj być, to znaczy, że klasztor nadal jest ważną częścią życia Brzezin. I dlatego warto o niego dbać – nie tylko jako o zabytek, ale jako o miejsce, które wciąż służy ludziom.

I właśnie to jest chyba najważniejsza odpowiedź na pytanie, dlaczego warto ratować zabytki.
Nie tylko dlatego, że są stare.
Nie tylko dlatego, że są piękne.
Ale dlatego, że wciąż mogą być potrzebne.
Łódzkie pomaga chronić franciszkańskie dziedzictwo
Historia ratowania kościoła i klasztoru franciszkanów w Brzezinach nie skończyła się wraz z powojenną odbudową. Zabytek liczący niemal cztery stulecia wymaga stałej opieki, a prowadzone współcześnie prace są kolejnym etapem troski o miejsce, które przetrwało pożary, wojny i zmieniające się koleje historii. W ostatnich latach szczególnie ważne stało się zabezpieczenie klasztornych murów przed wilgocią. Jak opowiada ojciec Benedykt Kordula, już w 2020 roku klasztor zwrócił się do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Łódzkiego o wsparcie finansowe związane z przygotowaniem dokumentacji projektowej dotyczącej m.in. izolacji fundamentów. Wniosek został rozpatrzony pozytywnie, a otrzymane środki pozwoliły przygotować dokumentację i rozpocząć kolejne etapy prac. Wsparcie Samorządu Województwa Łódzkiego dla brzezińskiego zabytku jest kontynuowane. W 2026 roku klasztor otrzymał 151 tys. zł w ramach programu „Łódzkie dla zabytków”. Tym razem środki są przeznaczone na XVII-wieczny cmentarz przyklasztorny oo. Reformatów. Zakres zadania obejmuje odrestaurowanie zabytkowej bramy wejściowej wraz z częścią muru ogrodzeniowego. To ważny element całego historycznego założenia. Kościół, klasztor, cmentarz, brama i otaczające go mury tworzą bowiem wspólną przestrzeń, której wartość tkwi nie tylko w pojedynczych zabytkach, ale również w zachowanym przez stulecia charakterze całego miejsca. Tegoroczna dotacja jest więc kolejnym rozdziałem historii ratowania franciszkańskiego dziedzictwa w Brzezinach. Kiedyś klasztor podnosili z ruin zakonnicy i mieszkańcy. Dziś o jego zachowanie dla następnych pokoleń dbają wspólnie gospodarze zabytku, konserwatorzy oraz samorząd województwa. Bo historia tego miejsca pokazuje, że troska o dziedzictwo nigdy się nie kończy. Każde pokolenie dopisuje do niej własny fragment – kiedyś odbudowując spalone mury, dziś konserwując i zabezpieczając to, co udało się ocalić. To kolejny etap długiej historii ratowania tego miejsca.

Cztery wieki, które przetrwały
Historia brzezińskiego klasztoru to niezwykła opowieść o przetrwaniu. Najpierw był fundacyjny krzyż postawiony w 1627 roku. Później drewniany kościół, a następnie barokowa, murowana świątynia konsekrowana w 1700 roku. Były czasy świetności, ale również kasata po powstaniu styczniowym, cerkiew w klasztornych murach, carskie urzędy, powrót franciszkanów i wreszcie dramat wojny.
Był ogień.
Były ruiny.
Była „kupa gruzu”, na której po wojnie przenocowali powracający zakonnicy.
Ale byli też mieszkańcy Brzezin, którzy powiedzieli: odbudujemy.
I odbudowali.
Dlatego dzisiejszy kościół i klasztor franciszkanów są czymś więcej niż tylko cennym zabytkiem architektury. Są świadectwem przywiązania do miejsca. Dowodem na to, że dziedzictwo można utracić w ciągu jednej nocy, ale można je także przez lata odbudowywać i przekazywać dalej. Warto więc zajrzeć na ulicę Reformacką w Brzezinach. Zatrzymać się przed barokową fasadą. Przyjrzeć się detalom. Zajrzeć do wnętrza. Przejść obok klasztornych murów i pomyśleć o ludziach, którzy byli tutaj przed nami. Bo są zabytki, które po prostu oglądamy. I są takie, które opowiadają nam, skąd jesteśmy. Kościół i klasztor franciszkanów w Brzezinach zdecydowanie należą do tej drugiej kategorii.
bg.
zdjęcia: Marcin Romanik
